Obraz, który większość z nas nosi w głowie — skarbiec w piwnicy, a w nim twoja gotówka w pudełku podpisanym twoim nazwiskiem — jest fałszywy. Wpłacone pieniądze wchodzą do wspólnego zasobu banku, a bank zapisuje w swojej księdze jedną linijkę: jest ci winien tę kwotę. Twoje saldo to właśnie ta linijka. Obietnica, nie stos.
Wszystko, co robi bank, jest pracą w zeszycie. Wpłata to zapisana linijka, płatność to linijki zaktualizowane i rozliczone między instytucjami, kredyt to linijki nowo utworzone.
Samo słowo pochodzi od włoskiego banca — ławy, przy której pracowali średniowieczni wekslarze. Bankierowi, który nie mógł wypłacić klientom pieniędzy, łamano ławę: banca rotta, stąd „bankrut”.
A ponieważ cała konstrukcja opiera się na zaufaniu do zeszytu jednej instytucji, państwa dołożyły z czasem gwarancję depozytów — żeby to zaufanie nie pękało.